Nie, nie, nie tak jak może sugerować tytuł, że jednakowe dla mamy i córki.
Jakiś czas temu zrobiłam na zamówienie nietrafione ponczo, zmieniło ono właścicielkę, a zamawiająca została bez poncza.
Zrobiłam dla niej nowe
Tym razem pasuje :)
To ponczo dla mamy, a dla córeczki niespełna rocznej zrobiłam komplecik - czapeczkę i ponczo.
Nie mam zdjęć małej, ale wygląda w tym ślicznie :))
A mój Shalom się dzierga powolutku, ma już kadłubek i rękawki do łokcia. Robię magic loopem dwa jednocześnie i strasznie mi się to dłuży ;( i dlatego jako przerywnik zaczęłam inną robótkę sweterek Joy, będzie to jednak moja wariacja na temat ;).
Mam już plecy i zaczynam przód. Robi się fajnie, czas wykradam gdzie się da..... ale o tym kiedy indziej.
Chcesz coś znaleźć w tym blogu ?
czwartek, 28 kwietnia 2011
wtorek, 5 kwietnia 2011
66. Filcowana torebka
Jakiś czas temu TU pokazywałam ukończoną torebkę ze 100% wełny Magic wykonaną metodą Entrelac
Poszło mi na nią niecałe 3 motki wełny.
Tak wyglądała przed filcowaniem
Przed filcowaniem miała wymiary 48cm x 38cm i paski o długości 70cm.
Po filcowaniu w pralce w temperaturze 40 stopni jej wymiary zmniejszyły się o 10cm z każdej strony, czyli teraz ma 38 X 28 i paski 60cm.
Jedna strona torebki wygląda tak
a druga tak
i na zbliżeniu
Robiło mi się bardzo fajnie i podobają mi się to w kwadracikach, że wychodziły tak prawie równo jeden kolor na jeden kwadracik.
A tak wygląda środek
Zachciało mi się wielu kieszonek, to poszalałam ;)
Uszyłam kieszonkę na telefon i drugą na drobiazgi
no i trzecia na zamek na większe skarby i na niej jeszcze jedna mniejsza kieszonka.
Uszyłam też dwa paseczki, jeden dłuższy, drugi krótszy i można do nich przyczepiać np. klucze, żeby nie szukać ich po całej torebce ;) Dzięki temu paseczkowi zawsze będą na swoim miejscu.
Podszewkę i zamek szyłam na maszynie, ale do torebki przyszywałam już ręcznie i nigdzie nie widać szwów :)) A zamek kupiłam taki jak do kurtek, bo nie było w pasmanterii zwykłego w tym kolorze, ale nie przeszkadza to w niczym. Końcówkę zaszyłam do środka, że jej nie widać, a jest przynajmniej ozdobny przy suwaku ;)
Ogólnie jestem zadowolona, chociaż torebka mogła być ciut większa tak po 5 cm z każdej strony, ale była to moja pierwsza próba z filcowaniem i uważam, że i tak jest OK.
A kolor podszewki jest ciut ciemniejszy niż wyszedł na zdjęciach. Uszyłam z takiego materiału jaki miałam pod ręką, następną już dobiorę lepiej ;))
--------------
Dopisane:
Zapomniałam podać, że nie jest to mój własny pomysł na torebkę. Korzystałam z pomocy
Artesanki, od której zresztą dostałam bardzo przydatne informacje jak zrobić taką torebkę.
Nie jest robiona identycznie, raczej jest to moja wariacja 'na temat' ;))
Poszło mi na nią niecałe 3 motki wełny.
Tak wyglądała przed filcowaniem
Przed filcowaniem miała wymiary 48cm x 38cm i paski o długości 70cm.
Po filcowaniu w pralce w temperaturze 40 stopni jej wymiary zmniejszyły się o 10cm z każdej strony, czyli teraz ma 38 X 28 i paski 60cm.
Jedna strona torebki wygląda tak
a druga tak
i na zbliżeniu
Robiło mi się bardzo fajnie i podobają mi się to w kwadracikach, że wychodziły tak prawie równo jeden kolor na jeden kwadracik.
A tak wygląda środek
Zachciało mi się wielu kieszonek, to poszalałam ;)
Uszyłam kieszonkę na telefon i drugą na drobiazgi
no i trzecia na zamek na większe skarby i na niej jeszcze jedna mniejsza kieszonka.
Uszyłam też dwa paseczki, jeden dłuższy, drugi krótszy i można do nich przyczepiać np. klucze, żeby nie szukać ich po całej torebce ;) Dzięki temu paseczkowi zawsze będą na swoim miejscu.
Podszewkę i zamek szyłam na maszynie, ale do torebki przyszywałam już ręcznie i nigdzie nie widać szwów :)) A zamek kupiłam taki jak do kurtek, bo nie było w pasmanterii zwykłego w tym kolorze, ale nie przeszkadza to w niczym. Końcówkę zaszyłam do środka, że jej nie widać, a jest przynajmniej ozdobny przy suwaku ;)
Ogólnie jestem zadowolona, chociaż torebka mogła być ciut większa tak po 5 cm z każdej strony, ale była to moja pierwsza próba z filcowaniem i uważam, że i tak jest OK.
A kolor podszewki jest ciut ciemniejszy niż wyszedł na zdjęciach. Uszyłam z takiego materiału jaki miałam pod ręką, następną już dobiorę lepiej ;))
--------------
Dopisane:
Zapomniałam podać, że nie jest to mój własny pomysł na torebkę. Korzystałam z pomocy
Artesanki, od której zresztą dostałam bardzo przydatne informacje jak zrobić taką torebkę.
Nie jest robiona identycznie, raczej jest to moja wariacja 'na temat' ;))
sobota, 2 kwietnia 2011
65. Porcelanka, tablica i .....
... nietrafione ponczo :(
Ale po kolei. Najpierw rzeczy przyjemniejsze :)
W poprzednim poście pokazywałam 'zajawkę' tego co zrobiłam do mojej nowej kuchni.
Dawno, dawno temu wyszyłam obrazek z porcelanką (pisałam o tym TU i TU, a dopiero niedawno ubrałam ją w ramkę.
Ramka wykonana z listewek, pomalowana: bejcą, rozwodnioną farbą akrylową (biel złamana szarością), papier ścierny, świeca, rozwodniona farba biała, papier ścierny, znowu farba, papier....nawet nie pamiętam ile razy przecierałam, aż doszłam do efektu, który mnie zadowolił :))
A potem przyszła kolej na tablicę na zapiski. Widziałam takie tablice i też chciałam taką :)
No to sobie zrobiłam :))
Ramkę do tablicy wykonałam własnoręcznie z trzech rodzajów listewek + ozdobny dekor.
Wymyśliłam sobie, że pisząc po tablicy 'okruszki' kredy będą się sypać, dlatego zrobiłam taką 'podstawkę' u dołu tablicy.
Teraz kreda się nie sypie na podłogę i jest też miejsce gdzie można ją odłożyć.
A sama tablica to.... samoprzylepna folia tablicowa. Kupiłam kiedyś w sklepie ALDI. Można po niej pisać, ścierać wilgotną gąbką i nie musiałam na razie wydawać dużej kasy na farbę tablicową.
No i powiem, że tablica jest w ciągłym użyciu ;))
No a teraz ponczo.
Zrobiłam ponczo na zamówienie. Miało być cieniutkie, ażurowe, krótsze i szersze niż poprzednie (bo to dla tej samej osoby). No i zrobiłam.
(sorry - zdjęcia robione telefonem)
Zaczynałam i prułam chyba ze cztery razy bo nie mogłam dopasować wzoru. W końcu wybrałam wzór wydawało mi się , że odpowiedni. Robiłam dość długo bo to cienizna jest, a czasu u mnie mało:( Skończyłam, naciągnęłam, uformowałam i wydawało się, że będzie OK. Nawet na pierwszy rzut oka się spodobało zamawiającej, ale potem okazało się, że jest za luźne.
Poprawić nie da rady, bo robione od góry na okrągło, trzeba by było spruć całe.
Zamawiająca mówi, że może takie zostać jak się nic nie da zrobić, ale ja mam niedosyt. Wiem, że nie do końca jest zadowolona (a to koleżanka jest, a nie obca osoba), a płaciła za coś czego może nie będzie nosić. Chyba zrobię jej inne, a to może znajdzie nową właścicielkę ....
Ale po kolei. Najpierw rzeczy przyjemniejsze :)
W poprzednim poście pokazywałam 'zajawkę' tego co zrobiłam do mojej nowej kuchni.
Dawno, dawno temu wyszyłam obrazek z porcelanką (pisałam o tym TU i TU, a dopiero niedawno ubrałam ją w ramkę.
Ramka wykonana z listewek, pomalowana: bejcą, rozwodnioną farbą akrylową (biel złamana szarością), papier ścierny, świeca, rozwodniona farba biała, papier ścierny, znowu farba, papier....nawet nie pamiętam ile razy przecierałam, aż doszłam do efektu, który mnie zadowolił :))
A potem przyszła kolej na tablicę na zapiski. Widziałam takie tablice i też chciałam taką :)
No to sobie zrobiłam :))
Ramkę do tablicy wykonałam własnoręcznie z trzech rodzajów listewek + ozdobny dekor.
Wymyśliłam sobie, że pisząc po tablicy 'okruszki' kredy będą się sypać, dlatego zrobiłam taką 'podstawkę' u dołu tablicy.
Teraz kreda się nie sypie na podłogę i jest też miejsce gdzie można ją odłożyć.
A sama tablica to.... samoprzylepna folia tablicowa. Kupiłam kiedyś w sklepie ALDI. Można po niej pisać, ścierać wilgotną gąbką i nie musiałam na razie wydawać dużej kasy na farbę tablicową.
No i powiem, że tablica jest w ciągłym użyciu ;))
No a teraz ponczo.
Zrobiłam ponczo na zamówienie. Miało być cieniutkie, ażurowe, krótsze i szersze niż poprzednie (bo to dla tej samej osoby). No i zrobiłam.
(sorry - zdjęcia robione telefonem)
Zaczynałam i prułam chyba ze cztery razy bo nie mogłam dopasować wzoru. W końcu wybrałam wzór wydawało mi się , że odpowiedni. Robiłam dość długo bo to cienizna jest, a czasu u mnie mało:( Skończyłam, naciągnęłam, uformowałam i wydawało się, że będzie OK. Nawet na pierwszy rzut oka się spodobało zamawiającej, ale potem okazało się, że jest za luźne.
Poprawić nie da rady, bo robione od góry na okrągło, trzeba by było spruć całe.
Zamawiająca mówi, że może takie zostać jak się nic nie da zrobić, ale ja mam niedosyt. Wiem, że nie do końca jest zadowolona (a to koleżanka jest, a nie obca osoba), a płaciła za coś czego może nie będzie nosić. Chyba zrobię jej inne, a to może znajdzie nową właścicielkę ....
poniedziałek, 14 marca 2011
64. Czy ktoś tu jeszcze zagląda ??
Dawno mnie tu nie było ...
Nie miałam czasu na bloga... Tyle różnych rzeczy się dzieje ... Tyle różnych spraw... Tyle robótek ...
Dziękuję Wam za troskę i maile :)
Mam nadzieję, że już wychodzę na prostą ;))
Na początku marca skończyłam robić zazdrostkę do kuchni. Powieszona już jakiś czas temu i cieszy moje oko :) no i spełnia swoją funkcję czyli zasłania co nieco. Wprawdzie okno jest na piętrze i przechodnie nie zaglądają mi do kuchni, to jednak 'od środka' czuję się lepiej jak mam zazdrostkę :)) (zwłaszcza, że nie dorobiłam się jeszcze rolet ani żaluzji ;))
A tutaj widok z zewnątrz
nici: FILIO DI SCOZIA 50g/415m
zużycie : około 125g (2 i pół motka)
szydełko: 1,1 mm
wymiary: 84x40 i 43x40
czas: prawie cały miesiąc luty
Chciałam tu podziękować Eli za jej nieocenioną pomoc przy doborze nici i różnych poradach oraz Macie za udostępnienie mi wzoru.
Bardzo, bardzo Wam dziękuję :))
Po raz pierwszy robiłam z tych nici, ale są naprawdę SUPER !!! Firanka jest miękka i świetnie się układa. Jest taka jaką chciałam mieć :))
W ostatnim czasie zrobiłam kilka rzeczy do mojej kuchni, ale o tym napiszę kiedy indziej, dzisiaj pokażę tylko 'zajawkę'
A w moim domu też wiosennie jest i kolorowo :))
Dziękuję za wszystkie komentarze :))
Nie miałam czasu na bloga... Tyle różnych rzeczy się dzieje ... Tyle różnych spraw... Tyle robótek ...
Dziękuję Wam za troskę i maile :)
Mam nadzieję, że już wychodzę na prostą ;))
Na początku marca skończyłam robić zazdrostkę do kuchni. Powieszona już jakiś czas temu i cieszy moje oko :) no i spełnia swoją funkcję czyli zasłania co nieco. Wprawdzie okno jest na piętrze i przechodnie nie zaglądają mi do kuchni, to jednak 'od środka' czuję się lepiej jak mam zazdrostkę :)) (zwłaszcza, że nie dorobiłam się jeszcze rolet ani żaluzji ;))
A tutaj widok z zewnątrz
nici: FILIO DI SCOZIA 50g/415m
zużycie : około 125g (2 i pół motka)
szydełko: 1,1 mm
wymiary: 84x40 i 43x40
czas: prawie cały miesiąc luty
Chciałam tu podziękować Eli za jej nieocenioną pomoc przy doborze nici i różnych poradach oraz Macie za udostępnienie mi wzoru.
Bardzo, bardzo Wam dziękuję :))
Po raz pierwszy robiłam z tych nici, ale są naprawdę SUPER !!! Firanka jest miękka i świetnie się układa. Jest taka jaką chciałam mieć :))
W ostatnim czasie zrobiłam kilka rzeczy do mojej kuchni, ale o tym napiszę kiedy indziej, dzisiaj pokażę tylko 'zajawkę'
A w moim domu też wiosennie jest i kolorowo :))
Dziękuję za wszystkie komentarze :))
piątek, 18 lutego 2011
63. Nic nie robię ??
Dawno nie pisałam, ale nie oznacza to, że nic nie robię, tylko czas tak szybko biegnie, że nie nadążam ;))
Wyszydełkowałam a'la ponczo na zamówienie.
Wzorowałam się na tej narzutce, miało być dłuższe i bez frędzli.
(poniższe zdjęcie pochodzi z internetu)
Zużyłam 4 motki po 50g włóczki Rozetti FIRST CLASS.
A poniżej kilka rozpoczętych prac. Nie lubię pokazywać jak jeszcze nie jest skończone, ale pokazuję na dowód, że coś robię :)) I to do mnie niepodobne, że aż tyle robótek mam rozpoczętych. Do tej pory trzymałam się zasady 'jedno skończę - zabieram się za drugie' :)
Torebka z Magica czeka na filcowanie.
Firaneczka - zazdrostka do kuchni jest mniej więcej zrobiona w 1/3
Shalom z Hameltona Tweed czeka na swoją kolej.
A w tak zwanym międzyczasie szlifowanie, malowanie, odnawianie/postarzanie różnych rzeczy... że już o biżuterii nie wspomnę ...
Czy ktoś mi podaruje trochę wolnego czasu na urodziny ??? ;))
Tak, dzisiaj nic nie robię, mam wolne, będę siedzieć w fotelu i oddawać się przyjemności dziergania :))
Jak święto, to świętowanie ;)))
------------------------
Bardzo dziękuję Wam za wszystkie komentarze jakie u mnie zostawiacie :)
Cieszę się, że szafka się podoba :)
Wyszydełkowałam a'la ponczo na zamówienie.
Wzorowałam się na tej narzutce, miało być dłuższe i bez frędzli.
(poniższe zdjęcie pochodzi z internetu)
Zużyłam 4 motki po 50g włóczki Rozetti FIRST CLASS.
A poniżej kilka rozpoczętych prac. Nie lubię pokazywać jak jeszcze nie jest skończone, ale pokazuję na dowód, że coś robię :)) I to do mnie niepodobne, że aż tyle robótek mam rozpoczętych. Do tej pory trzymałam się zasady 'jedno skończę - zabieram się za drugie' :)
Torebka z Magica czeka na filcowanie.
Firaneczka - zazdrostka do kuchni jest mniej więcej zrobiona w 1/3
Shalom z Hameltona Tweed czeka na swoją kolej.
A w tak zwanym międzyczasie szlifowanie, malowanie, odnawianie/postarzanie różnych rzeczy... że już o biżuterii nie wspomnę ...
Czy ktoś mi podaruje trochę wolnego czasu na urodziny ??? ;))
Tak, dzisiaj nic nie robię, mam wolne, będę siedzieć w fotelu i oddawać się przyjemności dziergania :))
Jak święto, to świętowanie ;)))
------------------------
Bardzo dziękuję Wam za wszystkie komentarze jakie u mnie zostawiacie :)
Cieszę się, że szafka się podoba :)
wtorek, 1 lutego 2011
62. Bielenia ciąg dalszy ...
Wpadłam w trans ..... bielenia ;)
Jakiś czas temu wpadła mi w oko w garażu mojego taty stara drewniana szafka.
Stara (może z 40 letnia ;)) i brudna, o taka
Czyszczenie i szlifowanie, demontowanie metalowych elementów i rozebranie na części zajęło mi kilka dni, ale było warto.
Po oczyszczeniu do surowego drewna było bejcowanie, ale tylko w miejscach gdzie chciałam zrobić przecierki, przetarcie świecą, malowanie farbą akrylową rozwodnioną, potem druga warstwa farby już bez dodawania wody, lakierowanie ....
I oto szafka w nowej szacie
Wymieniłam w niej zawiasy, zamknięcie, uchwyt i dodałam wieszaczki.
Zapomniałabym pokazać jak wyszła w środku i zrobiłam zdjęcie, ale już przy sztucznym świetle
Widać na co szafka została przeznaczona ;) Pełni rolę domowej apteczki, bo takie też było najprawdopodobniej jej pierwotne przeznaczenie. Na drzwiczkach szafki możn było dostrzec zarys krzyża (takiego PCK ;))
A poniżej zbliżenie na detale, przecierki, postarzanie.
Znowu jestem zadowolona z efektu :))
----------------
Dziękuję pięknie za komplementy wieszaka :)
Wisi nadal i doskonale spełnia swoją rolę i ..... podoba mi się ;))
Jakiś czas temu wpadła mi w oko w garażu mojego taty stara drewniana szafka.
Stara (może z 40 letnia ;)) i brudna, o taka
Czyszczenie i szlifowanie, demontowanie metalowych elementów i rozebranie na części zajęło mi kilka dni, ale było warto.
Po oczyszczeniu do surowego drewna było bejcowanie, ale tylko w miejscach gdzie chciałam zrobić przecierki, przetarcie świecą, malowanie farbą akrylową rozwodnioną, potem druga warstwa farby już bez dodawania wody, lakierowanie ....
I oto szafka w nowej szacie
Wymieniłam w niej zawiasy, zamknięcie, uchwyt i dodałam wieszaczki.
Zapomniałabym pokazać jak wyszła w środku i zrobiłam zdjęcie, ale już przy sztucznym świetle
Widać na co szafka została przeznaczona ;) Pełni rolę domowej apteczki, bo takie też było najprawdopodobniej jej pierwotne przeznaczenie. Na drzwiczkach szafki możn było dostrzec zarys krzyża (takiego PCK ;))
A poniżej zbliżenie na detale, przecierki, postarzanie.
Znowu jestem zadowolona z efektu :))
----------------
Dziękuję pięknie za komplementy wieszaka :)
Wisi nadal i doskonale spełnia swoją rolę i ..... podoba mi się ;))
czwartek, 27 stycznia 2011
61. Do czego potrzebne mi były wieszaczki
Chciałam podziękować Wam dziewczyny za chęć pomocy przy zakupie wieszaczków, a szczególnie Eli, która specjalnie dla mnie pojechała do Ikea, kupiła wieszaczki i przysłała do mnie w tempie ekspresowym. Elu bardzo, bardzo Ci dziękuję :))
A teraz krótka historia pewnej szafki kuchennej, a właściwie jej drzwiczek.
Była sobie stara szafka kuchenna, niepotrzebna (bo nie mieściła się w kuchni), ale za to jej drzwiczki wykonane były z drewna (lita sosna).
Stała sobie biedaczka w piwnicy...
... a Pani Domu (co to ma różne pomysły i lubi stare/nowe/stare rzeczy) zaświtało w głowie, że może by ją tak ...przerobić na coś pożytecznego....
zabrała się do pracy, szlifierka i papier ścierny poszły w ruch....
po pewnym (krótkim/długim) czasie drzwiczki wyglądały tak
i z bliżenie
Potem już tylko bejca, świeca, biała rozwodniona farba akrylowa do drewna, przecierki, farba, przecierki itd.... i kiedy efekt mniej więcej zadowalał Panią to na końcu lakier (bezbarwny, bez połysku), potem jeszcze raz lakier, no i w końcu WIESZACZKI.... i tu dopiero zaczęła się praca dla Pana Męża - przymocowanie dechy do ściany...
I .... przedstawiam Wam mój nowy/stary wieszak, który był niezbędny w przedpokoju, (bo ile można kurtki i płaszcze kłaść gdzie popadnie, a mieszkamy tu już ponad 1,5 miesiąca)
Co ja na to poradzę, że lubię przecierki
Na poniższym zdjęciu aż za mocno wyszedł jakiś żółtawy kolor w prawym górnym rogu, w rzeczywistości tego nie ma
Zdjęcia robione (z lampą dlatego tak się błyszczy) jak już wieszak został przymocowany do ściany. W przedpokoju ciemno, sztuczne światło, dobrze, że chociaż ściany pomalowane na jasno :))
A Pani Domu nie wpadła na to (bo tak bardzo chciała, żeby wieszak już wisiał na swoim miejscu i spełniał swoją funkcję) żeby cyknąć fotki przed umieszczeniem wieszaka na ścianie gdzieś przy dziennym świetle.
No i co powiecie ?
Ja jestem zadowolona :)))
A na odnawianie, postarzanie czeka jeszcze w piwnicy kilka rzeczy ;))
A teraz krótka historia pewnej szafki kuchennej, a właściwie jej drzwiczek.
Była sobie stara szafka kuchenna, niepotrzebna (bo nie mieściła się w kuchni), ale za to jej drzwiczki wykonane były z drewna (lita sosna).
Stała sobie biedaczka w piwnicy...
... a Pani Domu (co to ma różne pomysły i lubi stare/nowe/stare rzeczy) zaświtało w głowie, że może by ją tak ...przerobić na coś pożytecznego....
zabrała się do pracy, szlifierka i papier ścierny poszły w ruch....
po pewnym (krótkim/długim) czasie drzwiczki wyglądały tak
i z bliżenie
Potem już tylko bejca, świeca, biała rozwodniona farba akrylowa do drewna, przecierki, farba, przecierki itd.... i kiedy efekt mniej więcej zadowalał Panią to na końcu lakier (bezbarwny, bez połysku), potem jeszcze raz lakier, no i w końcu WIESZACZKI.... i tu dopiero zaczęła się praca dla Pana Męża - przymocowanie dechy do ściany...
I .... przedstawiam Wam mój nowy/stary wieszak, który był niezbędny w przedpokoju, (bo ile można kurtki i płaszcze kłaść gdzie popadnie, a mieszkamy tu już ponad 1,5 miesiąca)
Co ja na to poradzę, że lubię przecierki
Na poniższym zdjęciu aż za mocno wyszedł jakiś żółtawy kolor w prawym górnym rogu, w rzeczywistości tego nie ma
Zdjęcia robione (z lampą dlatego tak się błyszczy) jak już wieszak został przymocowany do ściany. W przedpokoju ciemno, sztuczne światło, dobrze, że chociaż ściany pomalowane na jasno :))
A Pani Domu nie wpadła na to (bo tak bardzo chciała, żeby wieszak już wisiał na swoim miejscu i spełniał swoją funkcję) żeby cyknąć fotki przed umieszczeniem wieszaka na ścianie gdzieś przy dziennym świetle.
No i co powiecie ?
Ja jestem zadowolona :)))
A na odnawianie, postarzanie czeka jeszcze w piwnicy kilka rzeczy ;))
czwartek, 20 stycznia 2011
60. Potrzebuję pomocy ...
Kochani odwiedzający mojego bloga potrzebuję Waszej pomocy.
Potrzebuję wieszaki (haki) z IKEA z serii LEKSVIK
Tutaj link do szczegółów w sklepie.
Produkt niedostępny jest w IKEA w Krakowie i we Wrocławiu.
Gdyby znalazł się ktoś, komu nie sprawiłoby wielkiego problemu zakupienie dla mnie tych wieszaków i przesłanie do mnie (oczywiście za wszystko płacę;)) byłabym ogromnie wdzięczna.
A może mogłabym się czymś odwdzięczyć, zrobić coś własnoręcznie ?
Proszę o kontakt na maila lub pozostawienie komentarza z namiarami na siebie, a ja się skontaktuję w celu omówienia szczegółów.
Potrzebuję wieszaki (haki) z IKEA z serii LEKSVIK
Tutaj link do szczegółów w sklepie.
Produkt niedostępny jest w IKEA w Krakowie i we Wrocławiu.
Gdyby znalazł się ktoś, komu nie sprawiłoby wielkiego problemu zakupienie dla mnie tych wieszaków i przesłanie do mnie (oczywiście za wszystko płacę;)) byłabym ogromnie wdzięczna.
A może mogłabym się czymś odwdzięczyć, zrobić coś własnoręcznie ?
Proszę o kontakt na maila lub pozostawienie komentarza z namiarami na siebie, a ja się skontaktuję w celu omówienia szczegółów.
niedziela, 16 stycznia 2011
59. Wreszcie jest ....
Wreszcie skończyłam chustę Laminarię.
Zgodziłam się zrobić chustę na zamówienie jednej bardzo miłej i bliskiej mi(choć nie znanej osobiście) osoby. Kupiła ona włóczkę i ze sklepu przysłano na mój adres.
Dość długo włóczka szła. Jak tylko odebrałam pocztę wzięłam się do pracy. No i przyszedł akurat czas przeprowadzki i remontu. Naprawdę miałam ograniczone chwile na dzierganie, a chusta wisiała mi na sumieniu. Podjęłam się czegoś i nie byłam w stanie wywiązać się z obietnicy. Nie lubię tak :((
No ale powolutku, małymi kroczkami po ponad miesiącu chusta ukończona !!! Co za ulga :)
Namoczyłam i zblokowałam i ..... tu skrzydełka mi opadły :(
Chusta okazała się być duuuża, większa niż inne chusty, które robiłam. Ta jest trzecią Laminarią, którą popełniłam i każda była mniejsza.
Ja wprawdzie mała jestem, metrpiędziesiątwkapeluszu ;)) Może osoba, dla której ma być chusta jest większa ode mnie ?
Prawdą jest, że z tej włóczki robiłam pierwszy raz i już przy pierwszym wzorze widziałam, że nie mogę robić według opisu, bo wychodzi mi większa chusta. Dlatego zmniejszałam w każdym wzorze ilość motywów.
Kto robi chusty ten wie, że podczas robótki nie widać jak wychodzi, bo na drucie z żyłką jest tylko taki zezwłok ;)
Dopiero po zakończeniu i zblokowaniu "wyszło szydło z wora".
Kontaktowałam się z zamawiającą, mówi, że jest OK, że może zostać, ale ja mam niedosyt :( Gotowa jestem pruć i robić od nowa ...
Zrobiłam jej też 'test' obrączkowy, przeszła swobodnie cała :)
Ogólna ocena włóczki: bardzo dobrze mi się robiło, na pewno do niej wrócę :))
Zużycie: ponad 3 i pół motka (25g/1 motek)
Druty: 4mm KP
Czas: ponad miesiąc (wszystko przez ten remont;))
No i na koniec wymiary chusty: 200cm x 110cm
No to czekam na wyrok, zostawić czy robić od nowa ?? Tylko przemyśl swoją decyzję kochana :))
--------------------------
A blogger szaleje strasznie, pisanie tego posta zajęło mi prawie 2 godziny :((
Zgodziłam się zrobić chustę na zamówienie jednej bardzo miłej i bliskiej mi(choć nie znanej osobiście) osoby. Kupiła ona włóczkę i ze sklepu przysłano na mój adres.
Dość długo włóczka szła. Jak tylko odebrałam pocztę wzięłam się do pracy. No i przyszedł akurat czas przeprowadzki i remontu. Naprawdę miałam ograniczone chwile na dzierganie, a chusta wisiała mi na sumieniu. Podjęłam się czegoś i nie byłam w stanie wywiązać się z obietnicy. Nie lubię tak :((
No ale powolutku, małymi kroczkami po ponad miesiącu chusta ukończona !!! Co za ulga :)
Namoczyłam i zblokowałam i ..... tu skrzydełka mi opadły :(
Chusta okazała się być duuuża, większa niż inne chusty, które robiłam. Ta jest trzecią Laminarią, którą popełniłam i każda była mniejsza.
Ja wprawdzie mała jestem, metrpiędziesiątwkapeluszu ;)) Może osoba, dla której ma być chusta jest większa ode mnie ?
Prawdą jest, że z tej włóczki robiłam pierwszy raz i już przy pierwszym wzorze widziałam, że nie mogę robić według opisu, bo wychodzi mi większa chusta. Dlatego zmniejszałam w każdym wzorze ilość motywów.
Kto robi chusty ten wie, że podczas robótki nie widać jak wychodzi, bo na drucie z żyłką jest tylko taki zezwłok ;)
Dopiero po zakończeniu i zblokowaniu "wyszło szydło z wora".
Kontaktowałam się z zamawiającą, mówi, że jest OK, że może zostać, ale ja mam niedosyt :( Gotowa jestem pruć i robić od nowa ...
Zrobiłam jej też 'test' obrączkowy, przeszła swobodnie cała :)
Ogólna ocena włóczki: bardzo dobrze mi się robiło, na pewno do niej wrócę :))
Zużycie: ponad 3 i pół motka (25g/1 motek)
Druty: 4mm KP
Czas: ponad miesiąc (wszystko przez ten remont;))
No i na koniec wymiary chusty: 200cm x 110cm
No to czekam na wyrok, zostawić czy robić od nowa ?? Tylko przemyśl swoją decyzję kochana :))
--------------------------
A blogger szaleje strasznie, pisanie tego posta zajęło mi prawie 2 godziny :((
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















































