
Niestety nie mogłam zaakceptować tych kolorów.
Skończyłam szal i wpadłam na genialny pomysł, żeby go przefarbować. Ale nie tak całkiem, tylko tak troszkę :))
Pół torebki barwnika fioletowego rozpuściłam w garnku wody (zdziwiłam się, że woda była tak bardzo fioletowa), zmoczony szal włożyłam do garnka i gotowałam (mieszając od czasu do czasu)na wolnym ogniu około 20 - 30 minut. Woda w garnku zrobiła się ledwo fioletowa. Szal wypłukałam kilkakrotnie, wydusiłam w ręczniku i naciągnęłam na pręty do blokowania.

No i się suszy :)

Teraz bardziej mi się kolory podobają. Może nie widać tego na zdjęciach, bo lampa rozjaśniła, ale jest o wiele lepiej niż było.
Teraz jestem zadowolona :)))))
Nie oddam go nikomu ;)
Pięęęęękny!
OdpowiedzUsuńChciałam być pierwsza (hihihi:), więc wpisałam tylko jedno słowo:) Nieźle wykombinowałaś ze zmianą koloru - moje gratulacje! I szkoda, że nie będzie mój, ale cieszę się, że Ty się cieszysz:)))
OdpowiedzUsuńFajna ta zupa i fajne kolorki:) A farbki trzeba duuuuzo, bo częśc się wypłukuje i ja zamiast fioletu mam róż:)
OdpowiedzUsuńSummit świetny!
Alu, cieszę się, ze Ci się podoba nowy kolorek szala, fantastycznie wygląda :) Pozdrawiam serdecznie, Ela.
OdpowiedzUsuńTo jeden z piękniejszych szali jakie widziałam. Pozdrawiam serdecznie:)
OdpowiedzUsuńEfekt z tej zupy wyszedł szałowy!!! Wspaniałe kolorki!!!
OdpowiedzUsuńNo i pięknie! O to w końcu szło!
OdpowiedzUsuńZdecydowanie piękniejszy jest teraz :)))
OdpowiedzUsuńmnie tez bardziej sie teraz podoba
OdpowiedzUsuńRzeczywiście, jest bardziej stonowany i ogromnie mi się podoba!! :))
OdpowiedzUsuńAlushko, summit z magica jest w poście "krótka historia 2 motków magica 576", dzieki pozdr
OdpowiedzUsuń